wtorek, 21 sierpnia 2012

Proszę, żadnej monotonii

Jestem nieuporządkowana. Moje dni, miesiące, całe moje życie nie ma żadnej rutyny. Żadnego schematu. Po prostu nie cierpię monotonii. Nie wytrzymałabym (nudnego?) życia, które prowadzą miliony ludzi: pobudka codziennie o tej samej porze, praca za biurkiem, lunch, znów tyranie przed kompem i kombinowanie, jaki żart zrobić współpracownikom, powrót do domu (rodziny?!), oglądanie wiadomości a następnie filmu proponowanego przez jedynkę (lub, w moim przypadku, jej francuski odpowiednik), kładzenie się do łóżka, żeby po około ośmiu godzinach rozpocząć rytuał od nowa. Po paru dniach przychodzi weekend, niby się cieszymy, w gruncie rzeczy wiemy jednak, że i tak nie ma nic do roboty, co najwyżej możemy iść z kimś (rodziną?) do parku i na lody, cały czas myśląc o telefonach z pracy i nadciągającym poniedziałku. Ten oczywiście nieuchronnie nadchodzi, pętla się zamyka. 365 dni w roku. No, czasem jakieś święta (z krewnymi, których mamy dość nawet widując ich dwa razy rocznie) lub wakacje, również przepełnione myślami o codzienności... Prawdopodobnie w dni wolne budzimy się nawet o tej samej porze co na co dzień, bo nasz 'zegar biologiczny' się przyzwyczaił.


Proszę, obym nigdy nie wpadła w taką rutynę. Jak na razie nieźle mi idzie, co roku moje życie wygląda kompletnie inaczej. No, od trzech lat. Licząc trzecią liceum (gdzie miałam rewelacyjną klasę, a pięciomiesięczne wakacje po maturze były przepełnione super 'przygodami'), rok na polibudzie (gdzie wbrew pozorom sporo się nauczyłam, obserwowałam ludzi, rozwijałam pasje i cieszyłam się życiem, gdy tylko nie byłam uwięziona w murach wydziału elektrycznego) i teraz rok w Bagietolandii (tu oczywiście wszystko wywróciło się do góry nogami). Każdy dzień wygląda inaczej, co bardzo mi odpowiada. Teraz, w wakacje, jest to jeszcze silniejsze - czekam na zlecenia z pracy (tak nieregularne, jak tylko się da - idealne do mojego kalendarza), poza tym dbam, by kąt w którym stacjonuję nie wyglądał jak królestwo syfu. To chyba jedyne moje obowiązki, mam więc czas na łażenie, jedzenie, spanie... Więc robię to oczywiście w kompletnie przypadkowej kolejności, każda czynność zajmuje mi od 5 minut do 5 godzin, zapewne bardzo sobie szkodzę jedząc o różnych godzinach, ale właśnie to mnie cieszy... Zapisuję cytaty, rysuję, bawię się w krytyka kulinarnego, przewodnika, nerduję, bawię się ciuchami. Mam po prostu potrzebę różnorodności. W każdej kwestii. Dla przykładu, fragment mojej aktualnej playlisty:

- The Cure "Lovesong"
- 2Pac "Hit 'Em Up"
- Pink Floyd "Wish You Were Here"
- Tede, Chada "Warszawa GnieCie"
- Tenacious D "Tribute"
- Kendrink Lamar "Swimming Pools (Drank)"
- The Darkness "I Believe In A Thing Called Love"
- The Lonely Island "I'm On A Boat"
- Beach Boys "Surfin' USA"
- Eminem "When I'm Gone"
- Eric Clapton "Tears In Heaven"
- Nelly "Grillz"
- Simon&Garfunkel "Sound Of Silence"

...Bina profanuje?
Proszę, żadnej nudy!

15 komentarzy:

pisz co chcesz, ale ZASTANÓW SIĘ DWA RAZY ZANIM POPROSISZ O OBSERWACJĘ BO PRZYJDĘ I CIĘ ZJEM